Skip to content
narrow screen wide screen auto screen Increase font size Decrease font size Default font size blue color orange color green color

EKONOMIK-PROFIL sp. z o.o.

Drukuj

Jeziorak i okolice

jezior_3Po kilkuletnich przymiarkach w końcu wybraliśmy się nad Jeziorak. Naczytałem się o tym jeziorze różnych, sprzecznych często opinii, więc postanowiłem dość starannie znaleźć jakiś przyzwoity kamping. Już teraz powiem, że nie potwierdzam żadnych negatywnych opinii nt tego jeziora i okolic. Dodam jeszcze dla wzmocnienia, że byliśmy tam dwukrotnie w jednym roku, co nam się nie zdarza.

Jeziorak to w zasadzie zespół jezior
Wyświetl większą mapę 

Jezioro to wraz z okolicą  bardzo mnie urzekło, ponieważ ma wszystkie atrybuty przyrody, w której czuję się doskonale ! Są to:

- urozmaicony szlak wodny z dużą ilością wysp, wysepek i półwyspów oraz zatok,

- doskonałe tereny do jazdy na rowerach

- możliwość wypłynięcia z Jeziorka kanałami do Ostródy a nawet do Bałtyku (kanał Elbląski),

- możliwość zatracenia się w gęstwinie zatoczek (np. na j. Płaskim) i zażycia samotnego leniuchowania z rozmyślaniem lub nawet popracowania na laptopiku z netem siedząc w kajaku (to jeden z uroków rozsądnego korzystania z Internetu ),

- bardzo dobre zorientowanie włodarzy gminy na akwen (dalej w tekście).

Tak więc po przejrzeniu różnych miejsc nad Jeziorkiem w internecie, wybrałem Siemiany. Zupełny przypadek, ponieważ chciałem znaleźć coś w Iławie na początek, ale brak było kampingu z bezpośrednim dostępem do brzegu. Siemiany i kemping „Złoty Rożek” to był strzał w „dychę”. Od razu uprzedzam imprezowoczów nocnych: ten „Złoty Rożek” się do tego nie nadaje. Tu ciszę nocną wymusza sąsiadujący obóz żeglarski dla dzieci z domu dziecka a jak to nie skutkuje – policja. Na drugim końcu Siemian jest kamping, gdzie jest większy luz. Rozbiliśmy się prawie nad brzegiem z cudownym widokiem na jezioro.

zoty_2

W linii brzegowej rosną topole, które doskonale chronią od wiatru od strony jeziora. To był początek lipca 2010 r. Upały po 30 stopni. Niewielki wiaterek. Na drugi dzień wskoczyłem w kajaczek i popłynąłem „zwiedzić” okolicę. Na lewo od Złotego Rożka jest ta część jeziora, która rozwidla się w prawo a kierunku Zalewa a w lewo na j. Płaskie. Na wprost jest wyspa a za nią półwysep Bukowiec.

wyspy_jezioraka

Wybrałem kierunek „na lewo” gdzie jest bardzo urozmaicony w małe wysepki lądowe oraz „wysepki” trzcinowe. Wszystko to niezwykle urokliwe. Takie krajobrazy wciągają na zasadzie „co za zakrętem?”. Tak więc zamiast godzinnego rekonesansu spędziłem na wodzie całe popołudnie nie czując głodu. Pławiąc się w „ciszy” przyrody. Piszę ciszy w cudzysłowiu, ponieważ w przyrodzie nie jest cicho, jest cała feria dźwięków: plusk wody, szum trzcin, odgłosy ptaków. To jest właśnie ta przyrodnicza, boska  CISZA. Po powrocie ogląd mapy i plany, plany wypraw. Mnóstwo do opływania i mnóstwo do zjeżdżenia na rowerach.

Wyprawy kajakowe

Do Iławy. Pierwsza wyprawa to wręcz narzucająca się podróż z Siemian do Iławy . Zastanawiałem się nad wyborem kierunku: Z Siemian do Iławy czy odwrotnie. ,Znaczenie istotne miał tu wiatr a w zasadzie jego kierunek. Pogoda była upalna, więc i wiatry słabe a i kapryśne co do kierunku. Po sprawdzaniu prognoz w necie i jeszcze próbie odgadnięcia kierunku z rana, zdecydowałem, ze płyniemy z Siemian. Zatem zapakowałem rower na bagażnik samochodu i pojechałem do Ilawy. Zaparkowałem w pobliżu przystani - celu podróży i szybki powrót rowerem do Siemian. Zapowiadał się kolejny gorący dzień, ale – myślałem – na wodzie będzie chłodniej. (FOTKI) Po zapakowaniu Podróżnika odbiliśmy od brzegu i popłynęliśmy …prosto pod i tak słaby wiatr ze wschodu. Powiosłujemy do Gierczaków – myślę – a tam skręcamy na południe i wiaterek będzie nam sprzyjał. Może by i sprzyjał, gdyby wiał. Upał tężał, żagle żaglówek wisiały smutnie a my nadal wiosełkami. Nigdzie się nie śpieszymy, ale drogi przed nami szmat a tu w takim skwarze wiosłować się nie chce. Słońce operuje, trzeba być osłoniętym. Zatrzymaliśmy się przy cyplu, który nazywa się półwysep Indyjski, by się trochę ochłodzić w wodzie.

zdjcie0173

Trochę pomogło, ale niewiele. Zauważyliśmy, przy okazji, że cypel jest bardzo dobrze wyposażony w infrastrukturę. Jest pomost cumowniczy ze stanowiskami w postaci metalowych barier prostopadłych do pomostu zaopatrzonych w pływaki na końcach nie przyczepionych do pomostu. Takie instalacje widuje się raczej w dużych marinach a nie na cyplu, na którym oprócz toy-toyki niczego nie ma. Jak się później wyjaśniło w Iławie przy piwku, gdzie poznaliśmy pana, który bywa tu od lat, władze gminy dbają o infrastrukturę turystyczną i z pozyskanych środków UE wybudowały szereg takich przystani. Te toy-toyki są regularnie opróżniane przez specjalną barkę, która kursuje w tym celu po jeziorze.

Wypłynęliśmy. Wiatru ani-ani. Upał nie zelżał. Po jakiś 500 m mijał nas jacht wielkości Tanga albo większy na silniczku w kierunku Iławy. Już nie pamiętam czy panowie z jachtu zaproponowali hol czy Dana zapytała,  w każdym razie panowie podali hol z rufy i… zdecydowanie przyśpieszyliśmy. Trochę mi to było nie w smak, ale ten upał…Jak się okazało do przystani było jeszcze kawał drogi i płynęliśmy ok. 40 min.


Tak, więc przywiosłowalibyśmy dopiero późnym wieczorem. Czasem trzeba odpuścić i zasadę „tylko o własnych siłach” zastąpić inną: ”rozum na wierzchu”. Po dopłynięciu do przystani i zapakowaniu Podróżnika na samochód poszliśmy na rybkę i piwko (ja bezalkoholowe). Zawsze powtarzam: na smak piwa trzeba zapracować ! Nawet bezalkoholowe smakuje w takich razach, bo musi !

po_holowaniu

Wyprawa, z powodu pogody, była trochę walką z czasem i upałem a nie spokojną kontemplacją przyrody. Trzeba będzie ją powtórzyć i wpłynąć do zatoki Widłągi i opłynąć największą śródlądową wyspę Wielką Żuławę.

Wieczór za to był cudowny: ciepły z widokiem na połyskująca taflę jeziora i prawdziwym piwem.

Do Zalewa. Następną wyprawę, której celem było Zalewo, odbyłem sam w znacznie lepszych warunkach pogodowych. Silniejszy wiaterek i więcej chmurek daje napęd i klimę. Wypłynąłem ok. 9.30
i skierowałem się na północ w kierunku Matyt. Wiaterek sprzyjał, więc zasłużyłem na leniuchowanie po wczorajszym upalnym wiosłowaniu. Takie pływanie daje odprężenie z niczym nie porównywalne. Jest pełnia sezonu a ludzi nie za dużo. Pamiętam pływanie na WJM w tym czasie: tłumy. W takich klimatach dopłynąłem do końca tej odnogi Jeziorka, z której wypływa kanał Dobrzycki a odnoga ta nosi nazwę zatoki Polańskiej.

Kanalik szerokości od 4-6m z dwoma brzegami porośniętymi czcinami. Włączyłem silniczek, który wziąłem tak na wszelki wypadek, za chwilę most, wiatru brak w kanale, więc złożyłam żagiel i płynę sobie rozmarzony. Ten silniczek to na chwilę, do mostku potem trochę za mostkiem …No dobra, pora się złapać za wiosła. Przeglądałem różne rozwiązania napędów pedałowych ze śrubą napędową i postanowiłem coś takiego zaadaptować do Podróżnika zwłaszcza na samotne włóczęgi. Oto co znalazłem . Myślę, że już w wakacje 2011 przetestuję nowe rozwiązanie. Koniec dygresji. Za mostem kanał meandruje i w związku z tym nie jest nudny. Wreszcie wypływa się na jezioro. Najpierw szeroka zatoka a potem jezioro Ewingi. Jezioro nie zagospodarowane. Na lewo jakiś pomost a na wprost widoczne zabudowania Zalewa. Wiatr się wzmógł i szkwali. Dzięki temu dość szybko dopłynąłem na koniec płytkiego i niezbyt czystego jeziora, które nie zachęca do kąpieli, dlatego żadnej plaży tu nie ma. Na końcu wspomnienie po marinie: basen dla łodek, pomost i zaniedbane, opuszczone zabudowania.

sany0027

Słońce, bezchmurne niebo. W zatoczce - basenie  wiatru nie czuć. Przycupnąłem przy drewnianej kei, usiadłem na zupełnie zdrowych deskach i poczułem się jak w opuszczonej bazie wojskowej. Tam właśnie całe życie znika w ciągu paru dni, gdy wojsko opuszcza bazę. Posiedziałem, podumałem i w drogę powrotną. Wiatr sprzyjał do kanału i w tej jego części, która była szersza i nie obrośnięta drzewami. Potem oczywiście wiosełka. Po drodze minęli mnie wioślarze z klubu wioślarskiego z Berlina. Płynęli sportową łodzią wiosłową wykonaną z drewnianych listewek. Widać stara konstrukcja, ale dobrze utrzymana. Miałem potem jeszcze okazję przyjrzeć się tej łodzi przy śluzie w Miłomłynie. Przez kanał w drodze powrotnej przepłynąłem prawie cały czas na żaglu wspomagając się wiosłowaniem w meandrach. Wpływając na jezioro musiałem halsować, ale w Podróżniku halsowanie nie „opłaca” się; płynąc na wiosełkach wolniej, ale po prostej jest się szybciej u celu. Czy jednak gdzieś mi się śpieszyło ? Pod trzcinami zobaczyłem Niemców, którzy zatrzymali swoją łódź i zażywali kąpieli.

sany01022

Szkoda, że nie można zrobić pętli, tylko trzeba wracać tą sama drogą. Droga powrotna nie ma w sobie już tego pierwiastka odkrywczego, świeżej ciekawości. Po drodze jest jednak tyle miejsc ukrytych w małych zatoczkach trzcinowych, wyspa Polańska Kępa ale też i zatoka Rudna przy wyspie Czaplak.. Jest jeszcze co odwiedzić, tymczasem musiałem wiosłować ile sił, by jakoś dopłynąć na przysłowiową kolację, bo tak naprawdę, o której bym nie przypłynął byłoby dobrze, ale takie już cywilizacyjne przyzwyczajenia do stawiania sobie celów z terminami.  Dla urozmaicenia nie płynąłem ostatniego fragmentu tak samo jak przy wypływaniu. Obrałem drogę wschodnią między Rybackimi Kępami i między Lipowym Ostrowem a Bukowcem tak więc do plaży Złotego Rożka dobiłem od wschodu a wypływałem na północ.

Wyprawa do Ostródy

Jak wspomniałem, z Jeziorka można dopłynąć do Bałtyku. Kanałem Iławskim do Miłomłyna potem Elbląskim i już. Proste ? Naszym celem była jednak Ostróda. Ten szlak można przebyć od Ostródy do Siemian lub odwrotnie.  Wybór kierunku zależał od kierunku i siły wiatru. Wcześnie rano przeglądałem różne prognozy pogody w Internecie i każda zapowiadała co innego. Dwie były skrajnie odmienne. Co tu robić ? Decyzja musiała zapaść szybko, ponieważ w przypadku wyboru kierunku Siemiany – Ostróda musiałem jechac samochodem z rowerem do Ostródy, zostawić auto i wracać w „te pędy” rowerem 50 km do Ziemian i stąd kajakiem do Ostródy. Tam kajak na bagażnik i powrót.

Rano nie wiało, jak to rano, i po „rozgrzebaniu fusów” po porannej kawie wyszło, ze płyniemy do Ostródy. Zapiąłem rower na wieszak i do Ostródy. Tam zaparkowałem na przystani „U Zdzicha” , odpiąłem rower i w drogę do Siemian. 50 km to jakieś 3 godz jazdy z prędkością max do 30 km/godz i średnią 17 km/godz. Pogoda była w sam raz na rower: bez upału, bez ruchu na drodze. Niestety pierwszych kilka km do Miłomłyna musiałem jechać słynną „7ką”. Co prawda jest pobocze, ale nie jest miło, gdy mija cię tir.  Na szczęście tu ruch też nie był duży do tego świeże siły i wm Miłomłynie znalazłem się w mig. Od Miłomłyna to już wycieczka wśród wspaniałych krajobrazów. Udało mi się sfotografować stado żurawi ! To nie jest proste, bo żurawie są bardzo płochliwe.

sejmik_urawi

Ostatnie kilometry bardzo mi się dłużyły a i siodełko stało się jakieś bardzo niewygodne. Wreszcie dojechałem a wszystko było spakowane, więc zjadłem śniadanie i…sąsiad zainteresował się nasza podróżą. Zaprosiłem go by z nami popłynął. Sąsiad dysponował pontonem z silnikiem, więc był atrakcyjnym partnerem zwłaszcza na kanały, gdzie ani wiatru ani za dużo siły do wiosłowania. Wypłynęliśmy. Wreszcie.

img_2345_resize

Sporo ryzykowaliśmy, gdyż nie wzięliśmy namiocika i nocleg po drodze nie wchodził w grę !.

Musieliśmy dotrzeć do samochodu. Dlatego sąsiad jako holownik (oprócz oczywiście towarzystwa) to było TO. Wiaterek niestety nie dopisał ani co do siły ani kierunku. Do kanału zużyliśmy cały akumulator i …wtedy pojawił się sąsiad, który wypłynął trochę później. Zapieliśmy hol i do kanału!

Przeprawiliśmy się przez krótki kanalik na jezioro Dauby. W połowie jeziora na jego prawym brzegu jest wejście do kanału Iławskiego. Wpływamy tam i płyniemy aż do Miłomłyna. Po drodze płyniemy…groblą oddzielającą j.Karnickie od j.Jeziorno. Na dodatek ta grobla i poziom wody w kanale jest wyżej niż poziom wód w jeziorach. Płynie się zatem na czymś w rodzaju wiaduktu wodnego. Niestety z poziomu kanału tego miejsca nie zauważa się w taki sposób, by widzieć oba jeziora, gdyż brzeg jest wyżej niż wzrok płynącego kajakiem. Po drodze mijamy wrota bezpieczeństwa.

wrota

Służą w sytuacji niekorzystnej różnicy poziomów wód w systemach wodnych kanału Elbląskiego i Jeziorka. Podczas płynięcia  musieliśmy zatrzymywać się by oczyścić śrubę i ster z wodorostów. Niestety kanał zarasta, a rośliny w sierpniu niemal uniemożliwiają poruszanie się na silniku. Wiosłami także trudno, bo rośliny zaczepiają o wiosła przy niemal każdym ruchu . W Miłomłynie przed śluzą byliśmy ok. 16 tej. To późno. Zastanawiam się, czy nie pojechać stopem do Ostródy po auto. Śluzowy nie wpuszcza, gdyz czeka na statek. W końcu się przełamuje i wpuszcza nas. Płyniemy do Ostródy. Śluza jest bardzo wąska. Jeszcze takiej nie widziałem. Z rozłożonymi dwoma pływakami nie mieścimy się. Statek prawie ociera się o ściany śluzy.

Prześluzowaliśmy się o 17tej. Do końca nie wiemy jak długo będziemy płynąć.

Podobno za śluzą jest mniej roślin w kanale z powodu pływających tam statków wycieczkowych. To okazało się prawdą, ale i tak trzeba było uważać, by nie zboczyć ze środka kanału, ponieważ od razu wpadało się w liczne łodygi i inne części roślin. Po drodze była jeszcze jedna śluza, którą przebyliśmy niemal z marszu.

img_2355_resize

Zaczęło robić się szaro a do jeziora Drwęckiego jeszcze daleko.

Gdyby nie Janek (sąsiad z pontonem) nasza podróż zakończyłaby się w Miłomłynie, a tak zamiast przyjemnej podroży był naszym holownikiem i na dodatek z opcja wieczornego poszukiwania przystani, której od strony wody nie znałem za dnia a co dopiero w nocy. Nareszcie jezioro. Po drodze jeszcze przejście pod mostem kolejowym i trzymamy się prawego brzegu wypatrując przystani „U Zdzicha”. Przybiliśmy tam wreszcie na ostatni dzwonek. Janek nie był pewien, że wystarczy paliwa do silnika do samej Ostródy, gdyż holowanie ciężkiej łódki zużywa znacznie więcej benzyny. Po wyładowaniu sprzętu z wody okazało się, że bak silniczka był pusty. Paliwa zostało tyle, co w gaźniku. Rozkładaliśmy nasze pływała do transportu po ciemku. Ponton i drobne rzeczy spakowaliśmy do auta a nasz kajak zostawiliśmy na przystani do jutra. O ok. 23iej byliśmy w Siemianach. Jeszcze tylko wskoczyłem do jeziora opłukać się i spać. Następnego dnia po rozpakowaniu samochodu, pojechałem do Ostródy po kajak. Wnioski z tej wyprawy sa takie, że tą skądinąd piękna podróż nie należy odbywać podczas bujnej wegetacji roślin wodnych. Najlepiej w czerwcu. Następny wniosek: niestety o kanał nikt nie dba i za jakiś czas po prostu zarośnie.


Jedną z wypraw rowerowych jaką odbyliśmy w okolicy to wyprawa wzdłuz kanału Elbląskiego w tym jego odcinku, w którym są pochylnie zamiast śluz. To wartio zobaczyć, bo to zabytek jedyny w świecie. Pierwowzór był w Kanadzie ale zniszczał.

Poniżej reminescencja filmowa z pobytu nad Jeziorakiem w Siemianach.


 

Polecamy

polecamy





pc adaptacja 2

podr

baner 2

wizytwka

Odwiedza nas

Naszą witrynę przegląda teraz 6 gości