Skip to content
narrow screen wide screen auto screen Increase font size Decrease font size Default font size blue color orange color green color

EKONOMIK-PROFIL sp. z o.o.

Drukuj
Wyprawy kajakowe

Wyprawa górną Wartą

sany0W następstwie rejsu Kruszwica – Ląd, którego spory fragment przebiegał Wartą (Konin-Ląd), zainteresowałem się tą rzeką i postanowiłem przepłynąć nią od takiego miejsca w górnym jej biegu, gdzie nie ma już przeszkód i trudnych przenosek. Zadzwoniłem w tym celu do członka klubu kajakowego w Częstochowie.

Odpowiedź mnie trochę zaskoczyła, bowiem z Częstochowy nie pływają nawet do Sieradza (!). Wyczytałem opis szlaku ze strony kajaki.org i wyciągnąłem wniosek, że bez przeszkód na rzece można płynąć od Sieradza w dół rzeki.Nie do końca była to prawda, ale o tym później. Pomijam tu rzecz oczywistą, mianowicie zaporę na końcu zalewu Jeziorsko. Tę przeszkodę pokonaliśmy w taki sposób, że cały odcinek Sieradz – Konin – Ślesin podzieliliśmy na dwa oddzielne czasowo etapy. Pierwszy etap w końcu lipca Sieradz – Ośrodek „RAFA” na końcu zalewu (jednodniowy) i drugi etap w końcu sierpnia: Księże Młyny (za zaporą) – Ślesin (czterodniowy).

W naszych wyprawach preferujemy maksymalną niezależność. Z reguły nikt z naszych przyjaciół nie pływa z nami. Zwykle mają tysiące wymówek najczęściej związanych z dziećmi. Dlatego w logistyce musimy liczyć na siebie. Aby taką niezależność uzyskać wykorzystujemy opracowaną w tm celu logistykę wykorzystującą samochód jako środek transportowy dla nas i kajaka oraz rowery w celu pospinania tego wszystkiego. Opisałem to w wyprawie „Kruszwica – Ląd”.

W drugiej połowie lipca wybraliśmy się nad zalew Jeziorsko do ośrodka „RAFA”. To trzy godziny jazdy z Gliwic w porze poza szczytem. Rozbiliśmy namiot stacjonarny na dosyć pustym polu namiotowym, wzięliśmy ekwipunek kajakowy a rowery zostawiliśmy w hangarze u administratora obiektu.

z18

Samochodem z Podróżnikiem na dachu pojechaliśmy do Sieradza gdzie zaparkowaliśmy samochód na parkingu restauracji nad Wartą na lewym brzegu. Kajak na kółkach transportowych przeciągnęliśmy po kładce dla pieszych na drugi brzeg gdzie jest plaża. Tam założyliśmy pływaki i maszt i w drogę, bo już zbliża się13 ta.

z4

Szerokość Warty w tych okolicach to ok. 15 m. Na wiatr sprzyjający nie ma co liczyć, bo strasznie kręci i do tego przeważnie w dziób. Brzegi przeważnie zarośnięte, choć gdzie niegdzie są miejsca do przybicia kajakiem. Nie korzystamy jednak z takich możliwości, ponieważ do końca nie znamy długości drogi do celu podróży zwłaszcza, że część tej drogi będziemy pokonywać jeziorem, po wodzie stojącej i nie wiemy jaki tam będzie wiatr. Jeśli trzeba będzie wiosłować cały czas, to z dotarciem przed zmierzchem może być różnie.

z5

Póki co zbliżamy się do mostu i trudno ocenić jego wysokość w stosunku do wysokości topu żagla. Na wszelki wypadek spuszczam żagiel tak, by najwyższym punktem był top masztu. Przechodzimy pod mostem z zapasem ok. 0.5 metra, co oznacza, że z wyciągniętym żaglem nie przeszlibyśmy ! To mogło oznaczać nawet wywrotkę. trzeba pamiętać, że na rzece wszelkie przeszkody stałe należy pokonywać z dużą ostrożnością, bo o zatrzymaniu się lub nagłym zawrocie wstecz nie ma co marzyć z powodu prądu.

Następny most jest już znacznie wyższy ( most na drodze z miasta Warta w kierunku Łodzi) i żagla nie opuszczamy. Teraz zaczynają się rozlewiska. To znak, że zbliżamy się do zalewu.

sany0027

Najpierw rzeka co jakiś czas rozdwaja się wokół wyspy po czym łączy się w jeden nurt, potem jest tak, że trudno z góry odgadnąć, w którą odnogę wpłynąć by nie utknąć w ślepym zaułku. Jeśli w odnodze prąd wyraźnie zwalnia, natychmiast szukamy jakiejś „uliczki” w bok do głównego nurtu. Za jakiś czas rzeka rozlewa się wyraźnie, wyspy są większe i bardziej oddalone. W wodzi liczne wystające krzaki i kikuty drzew. Trochę to niebezpieczne, więc uważnie wypatrujemy drogi przed dziobem. W rzece każda przeszkodę nawet podwodną widać z dala dzięki nurtowi, który nad taką przeszkodą wyraźnie „wydziwia”. Na jeziorze takich oznak nie ma. Tu, na początku zalewu Jeziorsko, jest obszar ochronny z powodu miejsc lęgowych ptaków. Z zacienionych miejsc zrywają się płochliwe czaple. Banał prawie jak „jeleń na rykowisku” a jak cieszy ! Prawie każda kępa drzew a nawet krzak świergoli, gdacze, piska itp głosami mieszkańców.

 

Nareszcie wypływamy na „szerokie” wody jeziora. Jest piękny żeglarski wieczór: słońce z lewej strony i wiatr (ok. 2-3oB) też z lewej. Buja nas łagodna fala; zanurzam dłonie w wodzie, bo lubię poczuć bliskość wody i jestem szczęśliwy. Przypominam sobie wywiad z Agnieszką Osiecką w Krzyżach nad j. Nidzkim. Nie wiedziałem wtedy, że to ostatni wywiad. W rozmowie z Magdą Ummer p. Agnieszka powiedziała, że była prawie wszędzie w świecie, wiedziała wiele pięknych miejsc i dopiero teraz dotarło do niej, że najpiękniejsze miejsce na świecie to Krzyże nad Nidzkim. Widocznie trzeba dla odkrycia tej prostej prawdy zjeździć kawał świata.

Płyniemy. Wiaterek, jak to pod wieczór, coraz cichszy i kiedy prędkość spada poniżej przyzwoitej, bierzemy wiosła i do roboty. Wokół jeziora widać dwie farmy wiatrowe; jedna na 2-giej druga na 11-tej. Ta na 2-giej ma chyba z 5 wiatraków. Zbliżamy się do prawego brzegu by nie przegapić wejścia do portu przy Rafie. „Podróżnik” wyraźnie zwalnia to za przyczyną dziwnej trawy, której pełno w wodzie. Miecz podniesiony, dno płaskie, ale ster łapie zioło, a dostęp do niego trudny. To, co da się zrzucić wiosłem zrzucamy. Niewiele pomaga. Trudno, trzeba płynąć, bo zaczyna cię robić ciemno. Następnego dnia dowiemy się, że tam zawsze o tej porze roku (lipiec) jest trawa i do kanału portowego wchodzi się prostopadle z min 300 m od brzegu. Wreszcie wchodzimy do zatoczki i szukamy miejsca do slipu. Niestety tylko z pomostu. Na szczęście jest miejsce na cumowanie burtą. Po wypakowaniu wyposażenia, wyciągamy „Podróżnika” bokiem, zakładamy wózek i do namiotu. Namiot czeka rozlożony, więc nie trzeba rozkładać. Zamawiamy pyszną pomidorową w barze do tego piwo…albo dwa. I można się wyprysznicować i spać. Na koniec jeszcze refleksja. Trochę nam się dzisiaj udało. Nie wzięliśmy sprzętu biwakowego, a mogło wiać w dziób. Mógł być silny wiatr i nieprzyjemna fala. Może trzeba by było po drodze zanocować. Przy sprzyjającej pogodzie przypłynęliśmy na ostatnią chwilę a gdyby nie była sprzyjająca ?  To nauka. Trzeba zawsze być przygotowany na wszystko ! W tym dniu przepłynęliśmy ok. 35 km a wystartowaliśmy z Sieradza ok. 13-tej.

F

Tak zakończył się pierwszy etap eksploracji górnego odcinka Warty od Sieradza.
W następnym dniu pojechałem na rowerze do Sieradza po samochód i wieczorem powrót do domu.

Następny etap zaplanowaliśmy od Księżych Młynów do Konina a z Konina kanałem do Ślesina. Zrealizowaliśmy go dopiero 23 do 27 sierpnia. Logistyka była taka, że przyjeżdżamy samochodem do Księżych Młynów, zostawiamy samochód na parkingu w ośrodku wczasowym a „Podróżnika” wodujemy i rozpoczynamy podróż. Po dotarciu do Ślesina Szymon Pawlicki przywiezie mnie samochodem do Księżych młynów po samochód , powrót do Ślesina, pakowanie, wyjazd.

W Księżych Młynach byliśmy ok. 14-tej. Podjechaliśmy najbliżej jak było można, czyli ok. 150 m od plaży. Pogoda wymarzona. Nie tracąc czasu zapakowaliśmy się, bo już była 15.20. O 15.30 wypłynęliśmy. Zgodnie z opisem rzeki na kajaki.onet.pl główna przeszkoda
w postaci zapory oraz dwóch progów wodnych za zaporą była za nami. Od Księżych Młynów nie powinno być żadnych przenosek, bo nasze maleństwo to ok. 120 kg bez pasażerów !

zdjcie017

Za chwilę dopływamy do przeprawy promowej, mijamy ją i zaczyna być słychać dziwny szum. Tak szumią maszyny rolnicze, bo to pora żniw lub prac po żniwnych. Coś jednak ten szum nie znika i narasta. Zdaję sobie sprawę, że… to PRÓG wodny ! Zatrzymujemy się przy prawym brzegu. Brzegi niegościnne: wysokie, zarośnięte. Kajaka nie wyciągniesz a z bagażem żadnych szans ! Wysiadam i przedzieram się przez malinowe krzaki w kierunku „szumu”. Jest ! Próg. Dlugi na 4-5 m, stromy na 35 cm a szum z kamieni wystających. Pozostałość po jakiejś budowli. A miało być bez przeszkód! Co robić ? Wracać ? Oglądam jeszcze raz uważnie i widzę, ze z prawej strony od samego brzegu jest ze 3 m w miarę laminarnego nurtu bez widocznych pod powierzchnią kamieni i innych przeszkód (np. pręty, szyny ). Decyduję się w końcu zaryzykować. Wsiadam, włączam silnik na II bieg, do tego Dana wiosłuje, by zyskać maksymalną sterowność. Wpływamy w próg, dziób wbija się w wodę, ale nie czuć uderzenia o przeszkody dnem. Słychać jak ster podskoczył na kamieniach i kolumna  silnika wyskoczyła z zaczepu bezpieczeństwa gdy silnik grzmotnął w kamień. Przeszliśmy ! Uff ! Teraz ocena strat: jest trochę wody, wlało się przez dziób ok. 10 l, czy są przecieki ? Okaże się, że nic się nie stało. Porysowała się tylko trochę plastikowa śruba silnika o kamienie. Nie lubię takich niespodzianek. Od teraz nie ufam opisom szlaków. Płyniemy. Rzeka robi się spokojna a brzegi ciekawe. Jest parę miejsc dobrych na biwaki; wyniesione, trawiaste brzegi i las. Dziś płyniemy do Uniejowa. Wg mapy ok. 20 km. Wiatr nam nie pomaga. Płyniemy z szybkością niewiele większa od prądu. Wypłynęliśmy późno a Uniejowa nie znamy. Nie mamy pojęcia, czy jest tam jakiś ośrodek przy brzegu, w którym można biwakować.

warta_uniej

Wieczór był ciepły i cichy, można by zacytować Pana Tadeusza, a spływ przebiegał w pięknych okolicznościach przyrody niepowtarzalnej, podobnie jak inny znany „Rejs”. W taki oto przyjemny sposób zbliżyliśmy się do godziny 19tej i do Uniejowa, którego bliskość wieszczyli zagadywani o to wędkarze. W tej okolicy Warta meandruje i za zakrętem wyłania się następny zakręt a Uniejowa nie widać. Nareszcie słychać hałas samochodów
i pojawia się most drogowy. Za mostem ok. 300m po prawej stronie widać plażę i duży ośrodek z kawiarnią, restauracją i basenami. Przybijamy. Jest 19.30. Ciepły niedzielny wieczór zwabił sporo ludzi. Wychodzę rozpytać o miejsce do biwakowania, jakiś camping, pole namiotowe lub cokolwiek. Nikt nic nie wie. To trochę niepokoi, bo zaczyna się ściemniać i pora najwyższa rozbić namiot i zorganizować biwak. Trudno, znajdujemy w końcu ustronne miejsce na końcu plaży otoczone głazami i krzewami oraz śladami libacji. Mamy nadzieję, że nikt tu dziś nie przyjdzie. Jutro dzień pracy! Wyciągamy Podróżnika z wody i wciągamy obok namiotu za krzakami. Jemy kolację z patelni, w rzece obmywamy się o tyle o ile i spać. W nocy ok. północy słychać przechodzących młodzieńców, których ulubione miejsce widać zajęliśmy, poszli, więc spożywać trochę dalej. Gdy natknęli się na kajak stojący na kółkach, jeden z nich wygłosił znamienna kwestię” Ty, co to takiego, jakaś torpeda czy co, nie kumam czachy”. Drugi: „To jakaś przyczepka, albo nie, tu są jakieś pływaki - to jakaś łódka”. W końcu poszli opić sprawę, a ja usnąłem.

Rano, ok. 7.30 było już chyba 27oC . Dana zasiadła do kompa popracować, a ja do miasta na zakupy i wysłać pocztę. Spływ spływem a praca pracą. Dobrze, że za sprawą Internetu można to jakoś pożenić.

uniej_komp

Wracając z miasta, dowiaduję się, że za 200 m w dół rzeki jest przystań kajakarska i można tam ulokować spływ, ale najpierw należy umówić się z opiekunem „placówki” telefonicznie. Przystań nie wygląda na często odwiedzaną.Upał narasta. Zjawiają się pierwsi plażowicze. W Uniejowie są gorące źródła (wody geotermalne) a ten ośrodek z basenem za plażą to właśnie wykorzystanie tej wody. Do rzeki wlewa się ciepła woda rurą
z basenów, ale dziś w tym upale nikt się tam nie „dogrzewa”.

W końcu o 11-tej udaje nam się wypłynąć. To dziwne, że w takim miejscu jak Uniejów nie ma nawet małego pola namiotowego. To jest takie myślenie: po co pole namiotowe, skoro nikt nie przyjeżdża, a nikt nie przyjeżdża, bo nie ma pola namiotowego. Już nie mówię o campingu.

Warta za Uniejowem jest już trochę szersza. Nie ma żadnych przeszkód w nurcie, nie mówiąc o przenoskach. Pogoda rewelacyjna, więc płyniemy podziwiając widoczną przyrodę i rozkoszując się spokojem. 

Zatrzymujemy się przy małej wysepce, która posiada małą ale uroczą piaszczystą plażę.

wyspa_1

Tu posilamy się i kapiemy. Woda nie jest zimna, a w nurcie można popływać pod prąd nie przemieszczając się z miejsca, w którym jest dostateczna głębokość na pływanie.

Po odpoczynku ruszamy dalej. Przed Kołem przepływamy pod autostradą A2. W Kole nurt rzeki rozdwaja się i widać wyraźnie jak zmieniało się koryto rzeki w czasie. Jeszcze lepiej widać to za Kołem, gdzie Warta meandruje tworząc zakręty pod katem 180o . Najlepiej to widać na mapie satelitarnej : http://mapy.google.pl/maps?f=q&hl=pl&geocode=&q=Ko%C5%82o,+polska&ie=UTF8&z=14 . W Kole przechodzimy jeszcze pod dwoma mostami i dopiero wpływamy do małego basenu portowego z pochylnia betonowa do wyciągania łódek. W basenie czeka na nas pracownik ośrodka, który pomaga nam wyciągnąć łódkę i wskazuje miejsca na rozbicie namiotu. Tu muszę opisać jak znaleźliśmy ten ośrodek i złożyć podziękowania Pani Marcie Zakrockiej dyrektorce MOSiR w Kole,  której nie poznałem osobiście, a z którą przez telefon umówiłem warunki noclegu. Do tej wyprawy przygotowywaliśmy się dość starannie zwłaszcza pod względem planowanych noclegów. Jak wspomniałem w Internecie nie znaleźliśmy niczego w Uniejowie, ale w Kole jest ośrodek MOSiR i tam zadzwoniłem
w sprawie biwaku. Od razu skierowano mnie do P. Zakrockiej i po przedstawieniu problemu, tzn potrzeby biwaku dla dwojga osób, spotkałem się z niezwykłą (choć mam nadzieję, że coraz bardziej powszechną u innych) życzliwością wobec nieznanych osób czyli nas. Oprócz czekającego na nas pracownika, mieliśmy do dyspozycji prysznic w szatni sportowej i miejsce w dobrze zorganizowanej przestrzeni małego pola namiotowego. To wszystko za darmo !. Polecam wszystkim kajakarzom organizującym spływy duże i małe pobyt w tym miejscu.

koo_mosir

Rano musieliśmy się spakować i opuścić obiekt do 10-tej ponieważ o tej godzinie zaczynała się impreza dla dzieci. Jak zwykle zakupy, mailing, śniadanie i w drogę. Zaraz na początku nowego odcinka minęliśmy po lewej stronie ruiny zamku, który pewnie kiedyś oblany był fosą. Warta jest za Kołem bardzo pokręcona; jeden odcinek płynie się z wiatrem, a za chwilę pod wiatr. Jest od rana prawie bezchmurne niebo i ostre słońce a także dobrze wieje. Nasz dzisiejszy etap to Koło – Konin, prawie 45 km.

Dowiedziałem się telefonicznie, że śluza Morzysław w Koninie czynna jest do 15-tej i po tej godzinie trzeba zostać i czekać do rana. Dzięki sprzyjającym wiatrom gnaliśmy żwawo i było uzasadnione liczyć, ze a nuż zdążymy się prześluzować. Okazało się to jednak złudne. Trzeba było się zatrzymać na odpoczynek, a w końcu gdzie nam się śpieszy ? Do śluzy dotarliśmy przed 16-tą i trzeba było rozejrzeć się za miejscem na rozbicie namiotu. Przed śluzą mała przystań z pomostem i miejscem na naszego Podróżnika. Śluzowy wskazał nam miejsce za domem na trawniku między drzewami i tam, po rozbiciu namiotu, dokończyliśmy dnia przy małym grilu i rozgwieżdżonym niebie.

Ranek nie był już tak rześki jak wczorajszy. Było duszno i jakoś niewyraźnie. Śluza czynna jest od 7-mej, ale spakowaliśmy się dopiero ok. 9-tej i po otwarciu śluzy ruszyliśmy w ostatni etap do Ślesina. Odcinek Wartą do Konina zakończył naszą przygodę z tą rzeką sklejaną
z trzech etapów: Konin – Ląd (2008r), Sieradz – Jeziorsko -  Konin (2009r). Odcinek Konin – Ślesin przebyliśmy już w roku ubiegłym tylko w przeciwnym kierunku. Teraz płyniemy kanałem długości ok. 8 km na silniczku i wiosłach na przemian. Trochę nudny i z radością dostrzegamy zarys śluzy Pątnów. Po przejściu śluzy wpływamy na j. pątnowskie i kierujemy się w lewo do ośrodka GLASPO. To był kiedyś ośrodek wypoczynkowy elektrowni Pątnów. Elektrownia pozbyła się wszystkich takich ośrodków a ten został kupiony przez firmę GLASPO i w zasadzie nie przyjmuje żadnych łodzi obcych. Jak powiedział nam Kapitan Portu  p. Henryk Żukiewicz, nasze pływadło ujęło go swoją oryginalnością oraz polską, zwykłą nazwą. Zostaliśmy przyjęci bardziej miło niż zwykle, gdy przypływa ktoś obcy. Do tego dostaliśmy gratis zimne piwo lane i zaproszenie na przyszłość.


Zrobił się straszny zaduch a niebo pokryło się zasłoną ni to chmur ni to mgły. Wypłynęliśmy w kierunku Ślesina. Wiaterek ucichł i prędkość wyraźnie spadła. Zapowiadana zmiana pogody właśnie się dokonywała. Leniwie przeszliśmy pod mostem i tym samym znaleźliśmy się na j. Mikorzyńskim. To urocze jezioro z licznymi zatokami, półwyspami i campingami. Mieliśmy zamiar dopłynąć do P. Pwlickich, ale pogoda była na tyle niewyraźna a my trochę zmęczeni, że zatrzymaliśmy się na campingu na lewym brzegu jeziora. Ośrodek był prawie pusty, ale przy ognisku mieliśmy towarzystwo miłych ludzi z  Kalisza. Woda była ciepła, więc popływałem odrobinę. Temperatura wody w j. Pątnowskim i Mikorzyńskim jest wyższa z powodu zrzutu wody z obiegu chłodzenia z elektrowni Konin.

Tak, jak przypuszczałem w nocy zaczęło padać. Rano musieliśmy wstać wcześnie, gdyż tego dnia wyjeżdżaliśmy a trzeba było jechać jeszcze po samochód do Księżych Młynów. Akumulator w nocy ładował się dzięki uprzejmości sąsiadów, więc byliśmy dobrze przygotowani do przepłynięcia tych paru kilometrów. Deszcz akurat ustał i kawę mogliśmy wypić nie moknąc. Za godzinę byliśmy u drzwi Szymona. Wypogodziło się i do końca dnia była piękna pogoda. To koniec wyprawy po Warcie. To było niezapomniane przeżycie. Następny odcinek wyprawy na Wartę czeka.

 

Polecamy

polecamy





pc adaptacja 2

podr

baner 2

wizytwka

Odwiedza nas

Naszą witrynę przegląda teraz 7 gości